Dzień Bibliotekarza – Co dała mi biblioteka

Dziś obchodzimy Dzień Bibliotekarza, co skłoniło mnie do napisania tego wpisu. Biblioteka kojarzy mi się nie tylko z zapachem książek, wspaniałymi lekturami, które od dzieciństwa pochłaniam masowo, ale także z Paniami Bibliotekarkami – Panią Basią i Renią. Były one obecne w moim życiu niczym miłe panie nauczycielki.

Pochodzę z małej, malowniczej miejscowości – Głuszycy pod Wałbrzychem. Te górskie, zalesione tereny obfitowały w moc atrakcji. Wychowałam się w czasach, gdzie dzieci nie były prowadzone za rękę wszędzie, gdzie wchodzenie na drzewa i łamanie kończyn było niewskazane, ale dozwolone, gdzie przychodziło się często do domu będąc całym w błocie, piasku i w dziurawych ubraniach. Naszym rodzicom nie groził za to sąd, ani nawet wizyta opieki społecznej. W tych czasach też trzeba było znaleźć sobie miejsce, które spełniałoby funkcję schronienia podczas deszczu. Tym miejscem była biblioteka. Wówczas komputerów jeszcze nie było (chyba, że mówimy o Comodere 64), a o internecie nawet nikt nie słyszał.

Biblioteka nie służyła jedynie do nauki i czytania książek, można w niej było grać w gry planszowe, wycinać, rysować i brać udział w różnych konkursach, które przygotowywały Panie Bibliotekarki. To dzięki nim nasi rodzice mogli w spokoju ugotować obiad, spędzić razem czas w ciszy, czy pójść na spacer. Gdy mówiło się: „idę do biblioteki”, wiedzieli, że ich dziecko mimo tego, że nie ma go już czwartą godzinę, jest w bezpiecznym miejscu.

W bibliotece poznałam wiele wspaniałych lektur, nauczyłam się szacunku do książek, pracy w ciszy oraz wyszukiwania informacji w różnego typu encyklopediach i gazetach o zabarwieniu naukowym. Dzięki bibliotece poznałam wspaniałe Bibliotekarki z sercem, które miło wspominam do dziś.

Pani Basiu, Pani Reniu – Dziękuję!!!