Alex Kava Płomienie Śmierci – recenzja

Do tej pory przeczytałam wszystkie książki Alex Kavy o przygodach agentki FBI Maggie O’Dell. Po ostatnią, z tych, które ukazały się w Polsce („Płomienie Śmierci”) ustawiłam się w długiej kolejce w bibliotece. Po prawie trzech miesiącach oczekiwania dostałam ją w ręce. I… jestem bardzo rozczarowana. Ale zanim o tym opowiem, najpierw zacznę od tego o czym jest cała historia.

W Waszyngtonie wybucha pożar za pożarem. Agentka FBI Maggie O’Dell, zajmująca się portretami psychologicznymi, przestępców zostaje oddelegowana do odnalezienia piromana. Ogień budzi w niej traumatyczne wspomnienia z dzieciństwa, ponieważ ojciec Maggie zginął w płomieniach. Bohaterka nie może sobie również poradzić z powracającymi koszmarami, związanymi z poprzednimi akcjami. Jej szef Kunze wysyła ją na badania psychologiczne, agentka obawia się, że przez to może zostać odsunięta od sprawy. W pobliżu podpalonych magazynów ktoś pozostawia zwłoki zmasakrowanej kobiety. Policjantka zastanawia się czy mordercą i podpalaczem jest ta sama osoba.

Według mnie to najsłabsza książka tej autorki. Kto jest podpalaczem czytelnik może się domyślić już na początku. Alex Kava w trakcie przebiegu kolejnych wydarzeń stara się zatrzeć ślad, który sama pozostawiła, ale robi to bardzo nieudolnie. Moim zdaniem w „Płomieniach Śmierci” autorka nie szanuje odbiorcy, a wręcz uważa go za głupiego. Ponadto 1/3 książki to wspomnienia poprzednich akcji. Kolejno dowiadujemy się jak Maggie O’Dell poznała swojego przyrodniego brata, skąd ma dwa psy (historia każdego jest opisana osobno), skąd zna swojego przyjaciela Bena, swojego policyjnego partnera Tully’ego i Detektyw Julię Racine. Dla osób, które czytały poprzednie powieści tej pani, jest to nudne, a wręcz irytujące, ponieważ czytelnik już to wszystko wie. Kolejna 1/3 książki to narzekania agentki na to jak lubi być niezależna, jak nie chce, żeby ktoś okazywał jej współczucie i jak się boi związków. Rozumiem, że można o tym wspomnieć, ponieważ taka informacja daje obraz bohaterki, ale pisanie o tym co drugą stronę jest bardzo przesadzone. Ostatnia 1/3 część książki to akcja – bardzo słaba akcja.

Odnoszę wrażenie, że w podziękowaniach autorka chciała się wytłumaczyć z tej grafomani:

„Płomienie śmierci” to moja dwunasta powieść, a dziesiąta z serii, której bohaterką jest Maggie O’Dell. Prawdziwe osiągnięcie, biorąc pod uwagę, że nigdy nie zamierzałam tworzyć cyklu. Czasami jednak bycie pisarzem oznacza nie tylko pisanie, trzeba też umieć słuchać. A zatem można by powiedzieć, że wciąż opowiadam o Maggie, bo to wy, moi czytelnicy, domagacie się tego. Przyznaję, że z początku trzeba było mnie do tego namawiać. Nigdy nie czytałam żadnej serii powieściowej, nie miałam zatem pojęcia jak się do tego zabrać. Myśl, że z jedną bohaterką, która jest mi dość obca, spędzę sporo czasu, nie budziła we mnie entuzjazmu. Stąd moja ogromna wdzięczność dla tych, którzy wytrwali z Maggie – i ze mną – od początku. 

Tutaj zgodzę się z autorką, żeby przeczytać „Płomienie śmierci” trzeba było wytrwać. Mała prośba do czytelników, nie nagabujcie tej pani do napisania kolejnych „bestsellerów” o Maggie, niech sama to zrobi jak rzeczywiście będzie miała wenę. Dobrze, że Alex Kava zadedykowała tą powieść nieżyjącemu psu, ponieważ żyjący znajomy mógłby się śmiertelnie obrazić…

Moja ocena 1/10


Wydawca: Mira

Data wydania: 19 czerwca 2013

Ilość stron: 408