Córki smoka – William Andrews

O koreańskich dziewczynach do towarzystwa, które były zmuszane do prostytucji z okupującymi Koreę Japończykami, mówi się niewiele. O tysiącach gwałconych i mordowanych dziewcząt, które były gwałcone przez żołnierzy podczas II wojny światowej , w tak zwanych Stacjach Komfortu, się milczy. Powodem jest utrzymanie poprawnych stosunków koreańsko-japońskich, które ówcześnie są niezwykle istotne – szczególnie dla Korei Południowej. Teraz dla wielu osób wydaje się to nieistotne, a los tych młodych kobiet splamiony. Jednak powinno się o tym głośno mówić – choćby o to, aby uczcić pamięć ofiar tych haniebnych czynów. Zwłaszcza póki jeszcze żyją świadkowie tych wydarzeń. William Adrews w swojej książce „Córki Smoka” porusza ten temat i opisuje losy jednej z przymusowych prostytutek. Nie jest powieść historyczna, ale na podstawie prawdziwych wydarzeń opowiada o czarnym okresie dla młodych Koreanek, które zostały zmuszone, aby służyć swym ciałem i duszą brutalnym Japończykom.

Po śmierci adopcyjnej mamy Anna chce poznać swoje korzenie. Urodzona w Korei, ale zamieszkująca Stany Zjednoczone dziewczyna wyrusza z przybranym ojcem w podróż do swojej ojczyzny, by odnaleźć biologiczną rodzinę. W ośrodku adopcyjnym dowiaduje się, że jej matka zmarła przy porodzie, a ojciec jest nieznany. Gdy zdruzgotana dziewczyna wychodzi z placówki, podchodzi do niej stara kobieta, która wręcza jej pięknie zdobiony grzebień z dwugłowym smokiem. Staruszka jednocześnie prosi, aby Anna przyszła wysłuchać jej historii. Dziewczyna waha się, bo do wylotu samolotu pozostało jej niewiele czasu, ale postanawia spełnić prośbę nieznajomej. Okazuje się, że jej osobiste przeżycia są bardzo trudne i wiążą się z historią II wojny światowej oraz z tajemniczym grzebieniem.

„- Dzień po tym, jak pułkownik mnie zgwałcił, nadeszli żołnierze. Szybko nauczyłam się, co robić. Byłam ianfu – kobietą do towarzystwa. Nauczyłam się też pewnej sztuczki. Zanim mężczyzna mnie zgwałcił, sprawdzałam, jak wygląda jego obuwie. Wspomniałam już, że buty pułkownika były ciasno zawiązane. To zły znak. Jego rodzaj okrucieństwa był najgorszy. Okrucieństwa tak fizycznego, jak i psychicznego. Gdy widziałam kogoś z mocno zawiązanymi sznurówkami, wiedziałam, że zostanę upokorzona. Ale byli też inni. Żołnierz w brudnych, rozwiązanych butach był zazwyczaj nieuważny i nie zabawiał u mnie długo. Żołnierz, który nie zdejmował obuwia, często mnie bił. Czyste, wypolerowane buty zapowiadały kogoś, kto chciał, żebym udawała, że sprawia mi przyjemność. Po prostu zawsze sprawdzałam, jaki rodzaj obuwia nosili – podsumowuje z machnięciem ręką. – Ale wiedza o tym, co mnie czeka, wcale nie pomagała. Właściwie było tylko gorzej. Miałam wrażenie, jakby oprawca opowiadał mi ze szczegółami, co zamierza mi zrobić. Dzięki butom wiedziałam, w jaki sposób zostanę zgwałcona. Po chwili dodaje: – A zgwałcono mnie tysiące razy”*.

Narracja w „Córkach Smoka” przeprowadzona jest dwutorowo. Z jednej strony mamy opisy z punktu widzenia Anny, a z drugiej jest opowieść snuta przez starą Jae-hee. Ten zabieg sprawia, że czytelnik od pierwszych stron powieści może wkroczyć w przeżycia i emocje głównych bohaterek. A emocji tu nie brakuje.

Autor zainspirowany historią swojej urodzonej w Korei, adoptowanej córki i jej biologicznej babci, która jest jedną z najstarszych, żyjących ianfu, które były zmuszane do służenia Japończykom podczas wojennej okupacji, stworzył powieść fabularną „Córki smoka”. Gdy ją pisał, cały czas towarzyszyło mu zdjęcie młodziutkiej dziewczyny ze stacji komfortu. Część sytuacji, jak choćby historia z cesarskim grzebieniem, są wytworem wyobraźni Andrewsa, ale wiele elementów, zwłaszcza tych rozgrywających się w stacji komfortu jest popartych prawdziwymi wydarzeniami.

Książka jest szokująca i bardzo poruszająca, jednak, jak sam autor przyznaje, w wywiadzie, znajdującym się na końcu tej powieści, miał problem z opisem brutalnych scen. A przecież musiały one być brutalne, skoro dotyczyły wojennych gwałtów, bicia, a nawet morderstw. Niestety tę niedoskonałość i nieumiejętność można wyraźnie wyczuć. Kolejną kującą w oczy wadą jest styl tej powieści. Zdania są tak krótkie i proste, że aż ciężko się na nie przestawić, zwłaszcza jeśli chwilę wcześniej mieliśmy do czynienia z czymś bardziej ambitnym. Takiej konstrukcji zdań spodziewałabym się prędzej w prostym kryminale niż w powieści o tak interesującej tematyce, opartej na faktach z czasów II wojny światowej.

Poruszony w „Córkach smoka” temat, fabułę i sposób konstrukcji oceniam bardzo wysoko, natomiast styl oraz opisy sytuacji niestety trochę kulały.

* Andrews W., Córki Smoka, Wydawnictwo Niezwykłe, Oświęcim 2018, s. 82.

Moja ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Niezwykłe