Damy, dziewuchy, dziewczyny. Historia w spódnicy – Anna Dziewit-Meller


W świecie zdominowanym przez mężczyzn dużo mówi się o męskich bohaterach. O walecznych i przebojowych kobietach, które miały swój udział w historii, nauce, czy architekturze wspomina się niewiele, zwłaszcza w szkole. Anna Dziewit-Meller w swojej książce „Damy, dziewuchy, dziewczyny. Historia w spódnicy” przypomina o roli, jaką dla losów naszego kraju i świata odegrały wybitne Polki.  

Henryka Pustowójtówna, buntowniczka i uczestniczka powstania styczniowego rozpoczyna swą opowieść, najpierw opisując własne przygody, a następnie przedstawiając czytelniczkom inne ważne kobiety. Są wśród nich te bardzo znane, jak noblistka Maria Skłodowska-Curie, arystokratka i kolekcjonerka Izabela Czartoryska, alpinistka Wanda Rutkiewicz, czy działaczka społeczna Irena Sendlerowa, ale są także te znacznie mniej popularne, jak pierwsza polska chirurg Magdalena Bendzisławska, kobieta-szpieg, która stała się inspiracją do wykreowania postaci Jamesa Bonda, czyli Krystyna Skarbek, poetki Elżbieta Drużbacka, Maria Komornicka czy malarka Zofia Stryjeńska.

Narratorka, dziarska dziewczyna, przenosi się w czasie do różnych miejsc, aby zajrzeć do zakamarków pałaców, domów i pracowni i opowiedzieć o swoich bohaterskich koleżankach, mimo że części z nich nie mogła znać, żyły bowiem w zupełnie innych czasach. Pustowójtówna najpierw sugestywnie opisuje miejsce, w którym znajduje się z czytelniczką, po czym przechodzi do opowieści o kobiecie, którą chciała przedstawić.

„Teraz, bardzo cię proszę, uważaj. Ta bohaterka to postać, której lepiej nie zaleźć za skórę. Najlepiej stań trochę z boku, nie zadawaj pytań i tylko słuchaj uważnie. Sama czuję się trochę nieswojo w jej towarzystwie. Trochę tu ciemno i zimno, owszem. Przydałby się płaszczyk na futrze, co? Jesteśmy w Skandynawii. O tam, na tronie siedzi sobie dumna pani. Nazywa się Sygryda. Albo Świętosława. Albo Gunhilda. Albo w ogóle jej nie ma. Proste, co?”*.

Książka jest bogato ilustrowana, a pomiędzy rozdziałami znajdują się objaśnienia danych zagadnień, które pokrótce zostały poruszone w danej historii, np. kto to był Leonardo Da Vinci, czym jest kubizm, czy kim byli gęślarze. Taki słowniczek może pomóc małemu czytelnikowi poszerzyć swoją wiedzę na temat postaci, nurtów i przedmiotów, które występowały w ówczesnym okresie.

„Damy, dziewuchy, dziewczyny. Historia w spódnicy” jest napisana w ciekawej konwencji, zachęcając dzieci do poznania losów sławnych, ale nieco zapomnianych Polek, ale niestety zabrakło mi w tej książce nieco większego zgłębienia tematu. Każdej z opisywanych dziewczyn autorka poświęciła raptem 5-6 stron, dodatkowo ilustrowanych, więc tych informacji było naprawdę niewiele. Zbiór ten bardziej można traktować, jako zaczątek tematu niż pomoc naukową.

Ponadto książka jest skierowana wyłącznie do dziewczynek – jest pisana po dziewczyńsku, z opisem kwiatków, zapachów i innych detali, które zazwyczaj mniej ciekawią chłopców, a autorka zwraca się do czytelniczek w formie żeńskiej. A szkoda, bo dobrze byłoby, gdyby chłopcy też poznali sławne kobiety, bo są one niezwykle interesujące. Szkoda, że w szkole mówi się o nich tak niewiele i w tak ciekawy sposób. Świat nauki byłby o wiele, wiele ciekawszy.

* Dziewit-Meller A., Damy, dziewuchy, dziewczyny. Historia w spódnicy, Znak Emotikon, Kraków 2017, s. 19.

Moja ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak