Dom Hitlera – Despina Stratigakos

Dom. Słowo to kojarzy się z miejscem przytulnym, miłym, rodzinnym, przestrzenią, w której się relaksujemy i spędzamy miło czas. W zestawieniu z Adolfem Hitlerem, jednym z najbardziej przerażających dyktatorów, których widziała ludzkość brzmi co najmniej dziwnie i niepokojąco. Ale przecież Hitler też gdzieś mieszkał, żył, pracował oraz spędzał wolne chwile… 

Despina Stratigakos w książce „Dom Hitlera” opisuje mieszkania, rezydencje i kwatery Hitlera pod kątem wystroju wnętrz, planów architektonicznych, rozbudowy pomieszczeń oraz ich przeznaczenia na różnych etapach „kariery” dyktatora. Autorka wyraźnie zaznacza, że jej celem nie jest promowanie osoby Adolfa Hitlera, ani propagowanie czegokolwiek z nim związanego, ale ukazanie jak otoczenie, w którym przebywał było bardzo świadomie kształtowane w celach propagandowych III Rzeszy.

„Przez wiele lat Hitler nie dbał o dom. Jednak w latach trzydziestych nagle zaczął przywiązywać dużą wagę do swej przestrzeni osobistej, a także do tego, jak owa przestrzeń świadczy o jego tożsamości”*.

Adolf Hitler kochał sztukę oraz architekturę – chciał zostać malarzem, jednak nie miał talentu. Nienawidził obrazów modernistycznych, ale lubował się w nowoczesnych meblach. Mimo, że o gustach się nie dyskutuje, jego poczucie estetyki budziło spore wątpliwości. W tym przypadku z pomocą przyszła kobieta. Ogromny wkład w wygląd pomieszczeń, w których Führer spędzał czas miała jego osobista architektka Gerda Troost, która była nie tylko wykonawczynią projektów oraz dekoratorką wnętrz, ale również stała się jego partnerką w rozmowach o sztuce.

Tuż przed II wojną światową i po jej wybuchu, poczynania Hitlera były uważnie śledzone przez krajową i zagraniczną prasę. W chwili, gdy idea faszystowska szerzyła się w ludzkich umysłach gazety pisały o pięknych krajobrazach widocznych z okna dyktatora. Kiedy bomby leciały na dachy domów zwykłych cywili – mężczyzn, kobiet, dzieci i starców – czasopisma podziwiały stylowe meble Führera. W obozach koncentracyjnych ginęły tysiące dzieci, co było jawnym faktem, ale fotoreporterom nie przeszkadzało fotografowanie Hitlera w towarzystwie małych dziewczynek oraz chłopców, niczym ojca narodu. Później, po latach, niektórzy wydawcy przepraszali za swoje zaślepienie i publikację tego typu materiałów, ale inne nie zrobiły tego do dziś, próbując przemilczeć ten drażliwy temat.

W książce znajdziemy wiele zdjęć oraz ilustracji planów, co dodaje jej dużej wartości, ponieważ możemy tam zobaczyć fotografie miejsc, w których przebywał dyktator i sprawdzić, jak wówczas wyglądały poszczególne pokoje w jego rezydencjach. Niektóre z tych pokoi, ze względu na rozstrzygające się w nich decyzje miały duże znaczenie historyczne.

Sięgając po „Dom Hitlera” miałam pewne oczekiwania, których niestety ta książka nie zaspokoiła. Sądziłam, że znajdzie się tam znacznie więcej ciekawostek z życia osobistego Führera, jednakże autorka bardziej skupiła się na suchych faktach dotyczących pomieszczeń, w których spędzał czas Hitler. Tytuł ten czytałam bardzo długo, na raty, czasami miałam nawet wrażenie, jakbym miała do czynienia z pracą doktorancką. Lubię literaturę faktu, lubię także historię, ale ta pozycja nie przypadła mi do gustu. Nie chodzi tu o to, że książka była zła, ale nie mogłam w nią wchłonąć, a w dodatku znalazłam niewiele faktów, które rzeczywiście mnie w niej zaciekawiły.

* Stratigakos D., Dom Hitlera , Wielka Litera, Warszawa 2017 str. 36

Moja ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Wielka Litera

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *