Moja Walka – Karl Ove Knausgard

Knausgard_Moja walka_t1_m__Od jakiegoś czasu na różnych serwisach związanych z literaturą oraz na stronach księgarń głośno zrobiło się o książce „Moja Walka” Karla Ove Knausgarda. Tytuł jest dość kontrowersyjny, gdyż w oryginale, po norwesku brzmi „Min Kamp”, co na niemiecki tłumaczy się „Mein Kampf” – zupełnie jak słynna książka Hitlera. Postanowiłam sama sprawdzić w czym tkwi fenomen tej autobiograficznej, sześciotomowej powieści i sięgnęłam po pierwszą część „Mojej Walki”.

Autor w swojej książce opowiada o trudnych relacjach z apodyktycznym ojcem, o wiecznej nieobecności matki i o latach dzieciństwa. Karl Ove Knausgard jest bardzo szczery w swojej historii – z dużą dokładnością stara się przybliżyć padające w danych momentach słowa, spojrzenia i towarzyszące temu emocje. Patrząc przez pryzmat wspomnień pisarza nie ulega wątpliwości, że jego ojciec nie miał właściwego podejścia do swoich synów – nie znosił sprzeciwu, drwił z nich przy najmniejszej okazji, w ekspresyjny i zdecydowany sposób wyrażał swoje niezadowolenie nawet z bardzo drobnych przewinień. Gdy tylko mógł unikał kontaktów ze swoimi dziećmi.

We wspomnieniach Knausgarda wyraźnie widać, że relacje z ojcem bardzo silnie wpłynęły na jego dorosłe życie. Mężczyzna sam ma problem z wychowywaniem swoich córek – przyznaje, że doprowadzają go do agresywnego zachowania i zdarza się mu nimi potrząsać. Ten krótki fragment, gdzie autor opisuje swoje relacje z własnymi dziećmi wywołał we mnie największe wzburzenie i już do końca czytania „Mojej Walki” nie zapałam do pisarza ani krztyną sympatii i współczucia. Zastanawiam się, jak można pomyśleć, a co dopiero napisać, że dwulatka jest wredna i złośliwa i potrząsać nią, a kiedy się rozpłacze pomyśleć, że dobrze jej tak? Tego nie jestem w stanie zrozumieć. Uważam, że temu panu i jego rodzinie powinna się przyjrzeć uważnie opieka społeczna.

Nie wszystkie elementy zawarte w książce są prawdziwe. Fakty mieszają się z fikcją, gdyż autor nie był w stanie odtworzyć aż tak szczegółowo poszczególnych zdarzeń i padających słów z dzieciństwa. Knausgard, w niektórych momentach bazuje bardziej na emocjach i ich późniejszych skutkach, wpływających na dorosłe życie, aniżeli na autentycznych dialogach.

„Przez pięć lat próbowałem napisać powieść o życiu i śmierci mojego ojca, świetnie funkcjonującego nauczyciela, który w wieku 40 lat nagle się rozwiódł, zmienił styl życia i zaczął pić. Nie wychodziło mi. W pewnym momencie postanowiłem opisać to bez żadnej fikcji, domysłów. I wtedy coś się we mnie poluzowało”*. – mówi Knausgard w wywiadzie dla magazynu Książki.

„Moja walka” to początkowo leniwa opowieść o życiu nastolatka pod jednym dachem z despotycznym ojcem. Nie ma w niej nic sensacyjnego. Najciekawsza historia zaczyna się na około dwieście stron przed końcem (powieść ma ponad pięćset stron), w momencie kiedy Karl dowiaduje się o śmierci taty i jedzie do domu babci, z którą ojciec mieszkał w ostatnich latach życia. To co tam zastaje przechodzi ludzkie pojęcie, ale nie będę zdradzać szczegółów…Uważam, że książka jest dobra i warta uwagi, ale nie rozumiem jej wielkiego fenomenu, który przyniósł autobiografii aż taką popularność. Z chęcią sięgnę po drugi tom „Mojej Walki”, gdyż w nim autor opisuje dorosłe życie i może dowiem się nieco więcej o jego relacjach z córkami.

*Źródło: wyborcza.pl

Moja ocena 8/10

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania: KSIĄŻKI Z MOJEJ PÓŁKI