Zimbardo Efekt Lucyfera – Najciekawszy eksperyment psychologiczny

efekt lucyferaZnany psycholog Philip Zimbardo w swojej książce Efekt Lucyfera opisuje bardzo interesujący eksperyment więzienny. Autor do badania zaprosił grupę studentów, którzy nie wyróżniali się żadnymi szczególnymi cechami. Wszyscy byli zdrowi i nie wykazywali zdolności do agresji, ani do zaniżania swojej samooceny. Poinformowano ich, że w celach badawczych zostaną zamknięci w prowizorycznym więzieniu i że w każdym momencie mogą zrezygnować, ale wówczas nie zostanie im wypłacona dola za uczestnictwo w eksperymencie.

Na początku badania mężczyźni mogli wybrać czy chcą zostać strażnikami, czy uwięzionymi. Ponieważ zdecydowana większość (nie pamiętam czy nawet nie wszyscy) wybrała bycie więźniem, grupa została losowo przydzielona do swoich ról. Strażnicy otrzymali swoje atrybuty – pałki, czapki i okulary przeciwsłoneczne. W dniu rozpoczęcia projektu przyszli więźniowie zostali profesjonalnie zaaresztowani w swoich domach i odwiezieni do cel. Skazańcy zostali ubrani w długie białe koszule z numerem identyfikacyjnym po obu stronach. Do prawej stopy każdego z nich umocowano ciężki łańcuch zapięty na kłódkę. Jako czapkę musieli założyć damską pończochę. Przygotowany w ten sposób strój miał ich upokorzyć i całkowicie ujednolicić. Początkowo strażnicy nieśmiało reagowali na zachowania więźniów, a więźniowie okazywali się butni. Szybko jednak to się zmieniło. Strażnicy w ciągu kilku godzin zaczęli dominować, szydzili z uwięzionych, nie pozwalali im używać imion – mogli się posługiwać tylko swoimi numerami, wydawali im absurdalne rozkazy, jak śpiewanie własnego numeru od tyłu, albo budzili na apel w środku nocy.

Drugiego dnia eksperymentu wybuchł bunt. Więźniowie zabarykadowali się w celach, zdjęli pończochowe czapki i zdarli numery identyfikacyjne. Zaczęli naśmiewać się ze strażników. Ci wezwali na pomoc drugą zmianę i użyli przeciw skazańcom gaśnic z dwutlenkiem węgla. Więźniowie zostali rozebrani, ich łóżka wyprowadzono na korytarz, a inicjatorów buntu zamknięto w izolatkach. Innych zmuszono do robienia pompek, odmówiono im posiłków i poduszek. Trzeciego dnia nastąpiło załamanie psychiczne jednego z więźniów, który na przemian śmiał się i wpadał w agresję. Studenta wypuszczono z improwizowanego więzienia i zastąpiono go innym mężczyzną, który miał zostać donosicielem naczelnika więzienia (tej roli podjął się sam Zimbardo).

W eksperymencie, choć nie trwał długo, dochodziło do wielu interesujących zjawisk, ale nie będę się o tym rozpisywać, ponieważ nie jestem psychologiem, a też chciałabym żebyście sami przeczytali tę książkę.

Badanie pierwotnie miało trwać dwa tygodnie, ale zakończono je już szóstego dnia. Strażnicy zaczęli dopuszczać się do coraz bardziej brutalnych zachowań, m.in. zmuszając więźniów do symulowania aktów homoseksualnych. Poza tym Christiana Maslach, przyszła żona Zimbardo, doktor ze Stanfordu, stanowczo sprzeciwiła się eksperymentowi po tym, jak przeanalizowała jego zgubny wpływ na psychikę więźniów. Była to pierwsza osoba, która zanegowała moralną stronę eksperymentu. Sam Zimbardo przyznaje w książce, że przez zaledwie sześć dni tak wcielił się w rolę naczelnika więzienia, że nie był w stanie podejmować racjonalnych decyzji jako psycholog. Mówił jak naczelnik, zachowywał się jak naczelnik i myślał jak naczelnik.

Philip Zimbardo w swojej książce udowodnił, że ludzie zdrowi psychicznie w pewnych sytuacjach wcielają się w role katów i ofiar. Powodów takich zachowań szuka on nie w zaburzeniach ludzkiej psychiki, ale we wpływie środowiska na jednostkę.

Moja ocena 10/10


Wydawca: PWN

Data wydania: 26 września 2008 r.

Ilość stron: 576