Nie samą książką żyje człowiek #1

Oprócz czytania książek robię w życiu też inne rzeczy związane z szeroko pojętą kulturą – chodzę do kina, do teatru, na koncerty, wystawy, eventy i targi. W nowym cyklu “Nie samą książką żyje człowiek” chciałam się z Wami podzielić moją opinią o innych dziedzinach niż literatura. Będą to opinie niepopularne, wychwytujące zalety, ale także wady danego przedsięwzięcia. Raczej krótkie notki z esencją niż poważne recenzje. Posty o tej tematyce będę publikować, co dwa tygodnie w poniedziałki. Na pierwszy ogień pójdą filmy, które ostatnio obejrzałam w kinie.


Twój Vincent

Film absolutnie genialny, wymieniany, jako kandydat do Oscara, w  kategorii długometrażowego filmu animowanego. I słusznie! Polsko-Brytyjski produkcja została namalowana przez ponad 100 artystów w stylu przypominającym ten z obrazów Van Gogha! Dzieło Kobieli i Welchmana zachwyca, urzeka i wprawia w osłupienie. Najbardziej obawiałam się dubbingu, którego po prostu nie cierpię, zwłaszcza w filmach dla dorosłych, ale po kilku minutach oglądania w ogóle przestałam go słyszeć. Akcja rozgrywa się rok po śmierci Van Gogha. Jego przyjaciel listonosz, prosi swego syna o dostarczenie zagubionego listu skierowanego do brata malarza. Widz spotka tu postaci, które Vincent Van Gogh uwiecznił na swoich obrazach, namalowane oczywiście w  postimpresjonistycznym stylu.

Moja ocena: 10/10


Pewnego razu w listopadzie

Obraz pełen listopadowego smutku, ale także przebłysków słońca. Film oparty na prawdziwej historii, z wykorzystaniem materiału z marszu niepodległości w Warszawie, nakręconego jeszcze przed powstaniem scenariusza. Zagrali w nim genialna Agata Kulesza, bardzo dobry Grzegorz Palkowski oraz uroczy pies Kumpel. Matka i syn zostają wyrzuceni z mieszkania w związku z zajęciem komorniczym i muszą chronić się w przytułkach dla bezdomnych, noclegowniach oraz altankach. Ona jest byłą nauczycielką, on studentem prawa ze stypendium, nie są zatem rodziną patologiczną. W filmie poruszone są prawa człowieka, w zestawieniu z prawami zwierząt, które w pewnych sytuacjach są bardziej respektowane, pokazane jest życie w skłocie i jeden z rodzajów bezdomności. W scenariuszu Andrzeja Jakimowskiego pojawia się jednak zgrzyt: dlaczego ludzie, którzy mieszkają w noclegowniach, a nie są z nizin społecznych, nie szukali mieszkania na wynajem (on przecież pracował i miał stypendium), dlaczego widać ich w taksówce, na basenie, jedzących hot-dogi i kupujących wódkę na stacji benzynowej w zestawieniu z kocami z noclegowni? Poza tym niespójnym obrazem, który nie jest aż tak eksponowany, stwierdzam, że film jest dobry, nawet bardzo dobry! Szkoda, że jest tak słabo rozreklamowany i tak mało się o nim mówi.

Moja ocena: 8/10


Kryptonim HHhH

Film opowiada o wywiadzie III Rzeszy i dowódcy tego wywiadu Reinhardzie Heydrichu. Bardzo podobała mi się rola Jasona Clarke’a, który świetnie zagrał bezwzględnego esesmana, choć urodą go nie przypominał – był za przystojny w porównaniu z oryginałem, który podobno wyglądał jak mongoł, z czego śmiał się sam Himmler. Obrazy zostały zrealizowane w Wiedniu i Pradze, stąd też film ma swój klimat, jeżeli chodzi o scenerię. Jednak było za mało wojny w wojnie. Pojedyncze sceny ludobójstwa na wsi nie oddawały panujących wówczas nastrojów. Niestety “Kryptonimu HHhH” nie mogę uznać nawet za średni film. Po pierwsze bardzo podobny scenariusz powstał już rok temu, nazywał się “Anthropoid”. Po drugie, o ile nakreślenie historii Reinharda Heydricha było dobrze przedstawione, o tyle druga część opowiadająca o działaniach ruchu oporu, była jakaś taka spłycona i jakby zobrazowana po łebkach. Po trzecie wszyscy tam mówili po angielsku – nie ważne czy byli Słowakami, Czechosłowakami, Anglikami (tu akurat nie mam zażaleń), czy Niemcami. Nawet Himmler mówił po angielsku, co strasznie kuło w uszy. A co najlepsze, wszyscy się ze sobą dogadywali, bowiem angielski znali perfect!

Moja ocena: 4/10

 


Pomiędzy nami Góry

Na wstępnie zaznaczam, że punkty, które przydzieliłam temu filmowi są za: obecność Kate Winslet i… psa. No i może jeszcze za ładne widoki. Ben Bass i Alex Martin spotykają się przypadkiem na lotnisku. Ona musi dotrzeć na swój ślub, on, żeby zoperować dziecko. Loty zostają odwołane z powodu zbliżającej się burzy, więc ona wymyśla, że wynajmie awionetkę, która ją przetransportuje na inne lotnisko. Nie wiedzieć czemu (bo sama płaci za podróż) zabiera jego. Rozbijają się, ale nie z powodu burzy, lecz z powodu udaru pilota. Ona ma uszkodzone kolano i w sumie dobrze, że wzięła jego, bo mimo że on jest neurochirurgiem od mózgów ma akurat w plecaku ortezę i cały sprzęt do surwiwalu. Po kilku dniach ona się upiera, żeby zejść z ortezą z wysokich gór i tak sobie kuśtyka, on idzie za nią i przeżywają wątpliwe przygody i wątpliwie dramatyczne sytuacje. Oprócz tego, że fabuła jest delikatnie mówiąc niepoważna, to film zawiera sporo błędów, np. są znikające i pojawiające się rękawiczki, gdy on coś przegryza, na początku brakuje pary z ust (bo zapomniałam dodać, że ona z tą ortezą kuśtyka po głębokim śniegu), czy słychać jakiś krzyk, który chyba się wyrwał komuś z ekipy filmującej te żenujące sceny. No cóż… Nie polecam!

Moja ocena: 2/10