Nie samą książką żyje człowiek #30

Ostatnio trochę chorowałam, więc miała  czas na nadrobienie serialowo-filmowych zaległości. Jako że w ubiegłym tygodniu poznaliśmy finalistów Oscarów, to zacznę od filmu, który był nominowany, a grająca w nim Laura Dern, otrzymała statuetkę dla najlepszej aktorki drugoplanowej. Napiszę również parę słów o głośno komentowanym Netflixowym „Wiedźminie” oraz znacznie mniej popularnym serialu „OA”, a właściwie drugim sezonie tego serialu, który diametralnie różnił się od pierwszego.


Film

Szarpie za serce

Film Noah Baumbacha „Historia Małżeńska” opowiada o jednocześnie prostej i skomplikowanej relacji. Prostej, gdy mowa o miłości dwojga ludzi, o wzlotach, drobnych radościach, zaletach i małych przywarach. Skomplikowanej, bo właśnie para, po 10-letnim związku, postanawia się rozwieść. Początkowo Nicole (Scarlett Johansson) i Charlie (Adam Driver) ustalają, że obejdzie się bez wojen, prawników, z pomocą terapeuty rodzinnego, ale jak to w życiu bywa, czym innym są założenia, a inaczej to wygląda, gdy górę biorą emocje. A emocji w tym filmie nie brakuje. Doskonała gra aktorska pozwala zapałać empatią do obojga małżonków, którzy stają w rozkroku pomiędzy miłością a nienawiścią. Niektóre sceny tak mocno szarpią za serce, że miałam wrażenie, jakby Nicole i Charlie byli moją rodziną, a ich losy dotyczyły mnie samej. Nie ma tu ani krzty sztuczności. Ta historia mogłaby przytrafić się przecież każdemu. Polecam!

Moja ocena: 9/10


Serial

Obóz zawiedzionych i zachwyconych

Chyba o żadnym serialu nie było w Polsce tak głośno i to na długo przed premierą, jak o „Wiedźminie” Laurena Schmidta. Trochę się temu nie dziwię, przecież to historia zbudowana na podstawie książek naszego rodzimego pisarza Andrzeja Sapkowskiego. Po emisji pierwszego sezonu widzowie podzielili się na dwa główne obozy: zawiedzionych i zachwyconych. Ja jestem gdzieś pośrodku. Z jednej strony zachwyca mnie Henry Cavill w roli Geralta z Rivi i Joey Batey w roli Jaskra, a z drugiej strony zawodzi Anna Shaffer w roli Triss Merigold i Anya Chalotra w roli Yennefer z Vengerbergu. Zachwycają sceny walk i ironia Wiedźmina, ale zawodzą kostiumy i efekty specjalne rodem z lat 90. XX wieku. Brokilon, czyli świat Druidów to jakieś totalne nieporozumienie. Dziwna poświata nadaje poczucie tandety, to już lepiej byłoby zrobić nagrania w najzwyklejszym lesie. Ponadto zastanawia mnie, czy osoby, które nie czytały książki, wiedzą, o co w tym wszystkim chodzi, historia Geralta, Yennefer i Ciri została bowiem tak wymieszana (niektóre wątki dodane), spłaszczona i powycinana, że miałam wrażenie, że całość utraciła swój pierwotny sens. No cóż… Miało być tak pięknie, a wyszło, jak wyszło. Szału nie ma, ale klapy też nie.

Moja ocena: 6/10


Gdzieś się zagubił pierwotny zamysł

Gdy zobaczyłam, że serial „OA” ma drugi sezon, byłam bardzo zdziwiona. Pierwsza część zakończyła się w taki sposób, że zupełnie nie spodziewałam się, że można do tego jeszcze dobudować jakąkolwiek historię. Tym razem przyjaciele zostają rozdzieleni i grupa uczniów — Steve, French, Jesse, Buck i ich nauczycielka Betty pozostają w dotychczasowym świecie, a OA, Hap, Homer, Renata i spółka trafiają do alternatywnej rzeczywistości. Akcja „po drugiej stronie” częściowo rozgrywa się w zamkniętym szpitalu psychiatrycznym, gdzie jedni są lekarzami, a inni pacjentami… Do tego dochodzi poboczny epizod poszukiwanej dziewczyny, upartego detektywa, snów i pewnego magicznego domu. Jeśli mam być szczera, to w ogóle mi te wątki nie pasowały, wymęczyłam osiem odcinków i nie rozumiałam, dlaczego twórcy to kontynuowali. Milo było znów zobaczyć bohaterów, ale całość była tak pogmatwana, że chyba gdzieś się zagubił pierwotny zamysł.

Moja ocena: 5/10