Nie samą książką żyje człowiek #8

Dawno nie było wpisu z cyklu “Nie samą książką żyje człowiek”. Przez ten okres niestety niewiele u mnie się działo poza literacką pasją, bo kompletnie na nic nie starczało mi czasu na przyjemności… Od połowy czerwca to się na szczęście zmieni i wtedy będę nadrabiać. Mam nadzieję!


Teatr

Dla oczu, dla uszu, dla umysłu, dla serca

“Technologia jest istotą” – spektakl w reżyserii Teo Dumskiego – jest jednym z najpiękniejszych widowisk audiowizualnych, jakie miałam przyjemność oglądać. Dzięki malowaniu światłem na rozwieszonych kotarach, doskonałej muzyce i grze aktorskiej bez użycia słów, reżyser stworzył opowieść o wyobrażeniach ludzkości na temat przyszłości. Mamy tu kult pracy, mamy zagładę atomową, mamy loty w kosmos, czczenie pierwotnych bóstw i czczenie cudów technologii. Wszystko pokazane za pomocą świetlistych malunków rzucanych na ściany oraz materiał, tworzonych podczas spektaklu. To uczta dla oczu, dla uszu, dla umysłu i dla serca. Podczas spektaklu siedziałam z nieelegancko rozdziawioną z zachwytu buzią i gapiłam się z wyrazem absolutnej fascynacji na twarzy. Było to coś fenomenalnego! Odniosłam jednak wrażenie, że w pewnym momencie, pod koniec przedstawienia, coś złego zadziało się z komputerem. Jednak stało się to w takim momencie i tak to zostało ograne przez aktorów, że nie wiem, czy to był zabieg celowy, czy złośliwość technologii, o której była ta historia.

Moja ocena: 9/10


Film

Rozmyte tło, rozmyta fabuła

“Twarz” Małgorzaty Szumowskiej to inspirowana faktami historia mężczyzny, który stracił twarz w wypadku i została ona mu przeszczepiona od nieżyjącego dawcy. Historia (ta rzeczywista) jest fascynująca, budująca, pokazująca, że niemożliwe w medycynie staje się możliwe w naszym polskim ogródku. Natomiast reżyserka zrobiła z niej coś, co było znacznie gorsze od prawdziwych zdarzeń. Piękne kadry zostały, nie wiedzieć czemu, rozmyte i bezsensownie “wyblurowane”, a fabuła pocięta w najmniej odpowiednich miejscach. Sceny były sfotografowane obiektywami typu tilt-shift, czyli specjalnymi szkłami, dzięki którym obraz zachowuje ostrość tylko w wybranej części kadru, gdy reszta obrazu pozostaje niewyraźna. W niektórych momentach to się trzymało kupy, jak przy scenie w kościele, gdzie wśród  tłumu pokazywane są tylko poszczególne postaci, ale przy pięknych, wręcz zjawiskowych krajobrazach to zakrawa o głupotę. Ten film jest niepozbawiony wad, ale miał też swoje zalety, jedną z nich była fantastyczna gra aktorska, szczególnie podobała mi się Małgorzata Gorol w roli Dagmary, dziewczyny głównego bohatera Jacka, w którego wcielił się Mateusz Kościukiewicz. Dość ciekawe osadzenie fabuły przy budowie ogromnej figury Jezusa w Świebodzinie, ukazanie Polski klasy B, szarości dnia codziennego i wszystkiego co nie jest obce, było interesującym tłem, jednakże sama historia głównego bohatera, a przecież poniekąd to o nim był ten film, została aż do bólu spłaszczona. A szkoda!

Moja ocena: 5/10

Serial

Jeszcze mroczniej…

Pewnie większość użytkowników Netflixa ma już ten serial dawno za sobą, ale ja jestem dopiero świeżo po obejrzeniu drugiego sezonu Stranger Things. Tym razem było jeszcze mroczniej niż poprzednio. W odcinkach w pierwszej serii twórcy bardziej skupili się na aspekcie psychologicznym, na podejrzanych badaniach na ludziach, na stopniowaniu napięcia. W drugim sezonie widz zaś otrzymuje sporą dawkę s-f. Ciemna strona naprawdę daje się we znaki. Mniej tu cudownej Jedenastki, mniej intryg i budowania napięcia, a znacznie więcej bestii z podziemi. Jest naprawdę przerażająco! Do serialu zostały także wprowadzone nowe postaci, m.in. nowa koleżanka paczki – Mad Max – oraz Bob – chłopak Joyce. Oboje odgrywają bardzo istotną dla fabuły rolę. Gra aktorska pozostała bez zmian, nadal się nią zachwycam w takim samym stopniu, jak poprzednio. W nowych odcinkach nie podobała mi się tylko zdegradowanie roli Nastki i słabo uzasadniony wątek z “siostrą”, ale nie chcąc spoilerować będę na ten temat milczeć. Musicie obejrzeć to sami, żeby wiedzieć, o co mi chodzi.

Moja ocena: 8/10


Social Media

Mistrzowie odnajdywania filmów

Lubię zapisywać się do różnych grup zainteresowań na Facebooku, bo po odsianiu części małowartościowych informacji i głupich obrazków, można dowiedzieć się z nich wielu ciekawych rzeczy. Grupą świetnie administrowaną, która nie dopuszcza do sadzenia głupot i pustych treści, ale daje mnóstwo filmowych informacji, dzięki wspaniałym, pomocnym ludziom z pasją jest “Filmaster – filmy, których nie znasz, a powinieneś”. Uczestnicy wymieniają się tytułami wartościowych filmów na zadane tematy, ale także pomagają odnaleźć zakurzone w pamięci obrazy. Pod koniec lat 90. oglądałam film, z którego kojarzyłam tylko zakończenie, ogólny klimat oraz jeden fragment ze środka. Pamiętałam też, że zrobił na mnie ogromne wrażenie i chciałam bardzo go sobie odświeżyć. Szukałam na różne sposoby i mimo rozwoju  internetu nie mogłam go odnaleźć. Po moim dość mętnym opisie filmu na grupie, który nawet nie był do końca zgodny z tym, co kiedyś obejrzałam naprawdę, film został odnaleziony w 9 minut! Możecie sobie wyobrazić moją minę? Nie wierzyłam we własne szczęście!

Link do grupy

Moja ocena: 10/10