AAA, szukam osoby, która poprowadzi mojego bloga, bo ja nie mam czasu! Rzecz o pewnych ogłoszeniach…

Jeśli po przeczytaniu tego tytułu myśleliście, że to ogłoszenie, które wystawiam na swojego bloga, to muszę Was rozczarować. Ostatnio na grupach Facebookowych związanych z literaturą przeczytałam dwa różne ogłoszenia, które bardzo mnie zdziwiły. Otóż pewne blogerki książkowe szukały osoby, która wesprze ich w pisaniu bloga, bo one nie mają czasu, żeby zająć się swoim miejscem w sieci. Anonse te wyglądały, jak zwyczajne ogłoszenia o pracę z zadaniem rekrutacyjnym, które polegało na napisaniu tekstu/tekstów sprawdzających i przesłanie ich na maila. Trzeba zaznaczyć, że nie oferowały żadnego wynagrodzenia ani rekompensaty.

Blogi, którymi zajmuje się para lub kilka osób nie są w blogosferze niczym nowym, ani niezwykłym. W duecie działa na przykład małżeństwo ze Strefy Czytacza, przez chwilę Maja K. występowała ze swoją mamą, która później założyła swojego bloga Przekartkowane, a ostatnio Rafał z Czytam Recenzuję połączył siły z Olą z Parapetu Literackiego i założyli wspólnie Vloga o książkach. Co zatem dziwi mnie w tych ogłoszeniach?

Przede wszystkim to, że są skonstruowane jak ogłoszenia o pracę z wymaganiami rekrutacyjnymi, gdzie nie zaoferowano żadnej formy wynagrodzenia. Założenie bloga na bezpłatnej platformie trwa niecałą godzinę. Po co więc ktoś miałby chcieć prowadzić cudzego bloga? Zadałam to pytanie obu dziewczynom, odpowiedzi były różne, ale sens mniej więcej ten sam. “Jeśli ktoś się wstydzi albo nie chce prowadzić własnego bloga, może dołączyć do mnie”. Moim zdaniem, jeśli ktoś się wstydzi prowadzenia własnego bloga, to dlaczego miałby się nie wstydzić prowadzenia cudzego? Jakie miałby mieć profity, pisząc na czyimś blogu? Nie rozumiem tej logiki kompletnie.

Co ważne, żaden z tych blogów nie jest popularny, żaden z tych blogów nie ma wielu wpisów. W przypadku pierwszego ogłoszenia blog miał od dwóch do dwunastych postów miesięcznie, ale w większości było tam od czterech do sześciu wpisów. W przypadku drugiego ogłoszenia blogerka zaliczyła osiem wpisów w sierpniu, w lipcu cztery posty, wcześniej była długa przerwa od listopada, w którym pojawiły się trzy posty, a miesiąc wcześniej dwa.

W obu ogłoszeniach dziewczyny podkreślają, że nie mają czasu. Jaki jest zatem sens prowadzenia i utrzymywania mało popularnego bloga, który nawet nie jest na własnej domenie, jeśli nie ma się nawet czasu napisać na nim kilku postów miesięcznie? Jeśli ktoś nie ma pomysłu, czasu, ani ochoty na prowadzenie bloga, moim zdaniem, powinien po prostu odpuścić.

Inną rzeczą jest prowadzenie bloga w zgranym duecie, czy trio, a inną rekrutacja na bloga, na którym praktycznie niewiele się dzieje i nie ma nic do zaoferowania. W łączeniu sił nie ma nic złego, ale powinno być to zrobione z głową, np. dogadanie się z przyjaciółką, albo inną blogerką o podobnym guście literackim, a nie byle jaka rekrutacja przypadkowych ludzi, którzy a nuż widelec się zgłoszą i będą pisać za mnie, bo ja nie mam czasu na jeden post tygodniowo…

PS. Jak się okazuje jedna z blogerek “zatrudniła” już “recenzentkę” na “okres próbny”. Normalnie, jak w prawdziwej pracy. Tyle tylko, że wypłatą jest kubek, długopis lub notesik, zamiast pieniędzy, nowicjuszka nie może też nawet liczyć na bezpłatny egzemplarz recenzencki.


Napiszcie w komentarzach, co sądzicie o takiej rekrutacji.