Anioł w kapeluszu Monika Szwaja – recenzja

Człowiek to zwierze stadne. Brak bliskości doskwiera czasami każdemu, ale co w sytuacji, gdy czujemy się kompletnie opuszczeni i pozostawieni na łaskę losowi? “Anioł w kapeluszu” Moniki Szwai to opowieść o ludziach, którzy są samotni, każdy na swój własny sposób. W książce poznajemy trójkę głównych bohaterów Jaśminę, Jonasza oraz Mirandę.

Jaśmina to profesor psychologi, która po śmierci męża, czuje, że jej życie rodzinne się rozpada. Każdy z synów wybiera własną drogę i wylatuje z rodzinnego gniazda. Pani psycholog nie może się uporać z żałobą, zwłaszcza, że teraz sama zostaje w pustym domu. Jonasz to dwunastolatek, którego rodzice zbyt ambitnie przygotowują do bycia biznesmenem. Chłopak nie ma czasu dla siebie, biega na mnóstwo zajęć pozalekcyjnych, uczy się trzech języków. Jego matka Andżelika, zwana przez niektórych Ędżi Piranią stawia przed synem coraz większe wymagania, nie zważając na jego dobro – chłopak musi być najlepszym uczniem, chodzić na lekcje tańca, szermierki, konie, a do tego ma zakaz kolegowania się ze swoim jedynym przyjacielem Kozą. Miranda, po przeciwstawieniu się apodyktycznemu ojcu, musi sama utrzymywać się na studiach. Nie radzi sobie finansowo, dlatego postanawia “wynająć swój brzuch” niemogącemu mieć dzieci małżeństwu. Do tego dziewczyna nie ma szczęścia w miłości.

“Anioł w kapeluszu” to historia o samotności, ale opowiedziana w bardzo ciepły sposób. Autorka pokazała jak grupa nieznanych ludzi wzajemnie wpłynęła na swoje życie. W powieści jest odrobina smutku, szczypta nostalgii za tym co minęło i już nie powróci, ale i ogromna doza optymizmu. Książka dzieli się na dwie części – część pierwsza opowiada historię trojga ludzi, zanim ich życiowe drogi się zbiegły. Druga część, przerwana wyraźnym wtrąceniem autorki, rozpoczyna się w momencie, kiedy na drodze Jaśminy pojawia się bardzo kulturalny kloszard Miron. Wówczas wyjaśnia się, jak zostaną połączone losy wcześniej opisywanych bohaterów. Monika Szwaja stworzyła bardzo barwne postaci – zarówno pierwszoplanowe, jak i drugoplanowe. Pojawiają się dwie dziarskie staruszki Lila i Róża, ojciec Mirandy, fryzjerka Monia i wszędobylska suczka Masza. Według mnie jedynym małym minusem jest krótka obecność autorki i zwracanie się bezpośrednio do czytelnika, to nieco zaburzyło mój płynny odbiór lektury, gdyż nie lubię tego typu zabiegów. Poza tym książka zasługuje na szóstkę!

Moja ocena 8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu SOL