Dekameron – Giovanni Boccaccio (Klasyka Laika)

Dziś, w dobie wszechobecnych reklam skąpej bielizny, śmiałych scen seksu w filmach, czy książek typu “50 twarzy Greya”, nikogo nie bulwersują historie o erotycznym zabarwieniu. Jednak w XIV wieku, kiedy ukazanie kostki było niemoralne, a kolana perwersyjne, takie teksty wprawiały w osłupienie. Niejedna panna, czy kawaler rumienili się, czytając w ukryciu śmiałe opowiastki o rozpustnych mnichach, cwanych handlarzach, lekkomyślnych kurtyzanach, czy niegrzecznych szlachciankach. “Dekameron” Giovanniego Boccaccio, bo o nim mowa, bawi i zawstydza do dziś.

We Florencji wybucha epidemia Czarnej Śmierci. Umiera wielu ludzi, a ci, którzy chorują, są bezlitośnie wywożeni za bramy miasta. Wszędzie palą się stosy, do których specjalnie wyznaczeni grabarze wrzucają coraz bardziej piętrzące się zwłoki. Grupa dziesięciorga przyjaciół, aby nie ulec chorobie i żałobnemu nastrojowi, który zapanował w mieście, postanawia wyruszyć do Toskanii i przeczekać atak epidemii. Wśród nich jest siedem kobiet i troje mężczyzn, którzy dla zabicia nudy, oprócz tańców i wspólnie spędzonych posiłków, urządzają sobie wieczorki, podczas których snują opowieści. Codziennie każdy z uczestników ma za zadanie opowiedzieć ciekawą historię na wskazany temat. Początkowo powiastki są niewinne i zabawne, ale wraz z upływem czasu stają się coraz bardziej pikantne.

“Słyszymy tylko o tym, że ten lub ów umarł, a tamten ze śmiercią się pasuje. Gdyby było jeszcze komu płakać, wszędzie rozlegałyby się szlochy i jęki. Gdy zaś powracamy do domu i widzimy, że z całej rodziny przy życiu jeno służka ostała, taki strach za gardło chwyta, że włosy na głowie się podnoszą”*.

“Dekameron to 100 historii opowiedzianych przez dziesięcioro przyjaciół w dziesięć dni. W dziele Boccaccio jest wiele odniesień do autentycznych wydarzeń, ale też widać silną inspirację Dantem i jego “Boską Komedią”. Można to zauważyć w konstrukcji, nawiązaniach i moralnej wymowie. Każda z postaci, która snuje swą opowieść, ma nadane symboliczne imię, odzwierciedlające jej charakter. Mamy tu na przykład Pampineę – bujną (jak pędy winogradu), Filomenę – miłośniczkę śpiewu (słowik), Filostrato – złamanego miłością, czy Emilię – pełną słodyczy.

To nie tylko opowiastki erotyczne dla spragnionych dusz, to także piękne przypowieści pokazujące, że człowiek jest w stanie wyjść z każdych opałów, że nie wolno się poddawać, że los może się w każdej chwili odmienić. Giovanni Boccaccio głosem swoich bohaterów pokazuje przekrój ówczesnego społeczeństwa, czytelnik bowiem, w snutych przez przyjaciół opowieściach, spotka i krnąbrnego mnicha, i szlachcica, i żebraka, i księżniczkę, i kupca, i kurtyzanę, czy karczmarkę.

“Dekameron” jest dziełem odważnym i śmiałym, zważywszy zwłaszcza na czasy, w których powstał. Ukazuje cielesność i namiętność, szczególnie u kobiet, które wówczas były bardzo uciśnione, jeśli chodzi o erotykę. Przez historie w nim zawarte przebija szczególna niechęć do kleru. To braciszkowie zakonni, pustelnicy, czy zakonnice są tu bowiem największymi grzesznikami i oszustami. Natomiast zwykli, niezgrywający bogobojnych, obywatele są tam przedstawiani w najkorzystniejszym świetle, jako ulegający pokusie, która nie ma jednak negatywnych konsekwencji. Można się więc nie dziwić, że “Dekameron” trafił w XVI wieku na listę ksiąg zakazanych przez kościół.

Dzieło Boccaccio pochłonęłam z ogromną przyjemnością. Tłumaczenie jest bardzo przystępne (choć niepozbawione archaizmów), przez co lektura jest prosta w odbiorze dla przeciętnego czytelnika. Książka, którą miałam okazję czytać, jest jedną z najładniej wydanych w tym roku. Okładka jest zachwycająca, giętka, utwardzana, ale nie twarda. Dodatkową zaletą książki jest to, że jest szyta, a nie klejona, a to ważne przy tak dużej objętości.

Sięgając po tę lekturę, już słabo ją pamiętając, sądziłam, że będzie to nijakie odświeżenie w pamięci dzieła, które czytałam w liceum, ale się myliłam. Miałam okazję powrócić do tej przygody, odkryć na nowo sens niektórych opowieści i spojrzeć na nie okiem starszej, dojrzalszej czytelniczki. Polecam!

* Boccaccio G., Wydawnictwo MG, Kraków 2017, s. 20.

Moja ocena: 10/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu MG