Dobre matki – Alex Perry (recenzja przedpremierowa)

Mafia jednoznacznie kojarzy się z męskim światem. Z bronią, z brutalną przemocą, z zastraszaniem dłużników, wielkimi biznesami i krwawymi morderstwami. Kobiety w mafii są postrzegane jako piękne i eleganckie damy, które dyskretnie towarzyszą swym mężom, nigdy się im nie sprzeciwiają i zawsze stają po ich stronie. Trzy kobiety z ‘Ndrànghety, czyli jednej z najniebezpieczniejszych organizacji przestępczych świata, postanowiły to zmienić. Chciały innej przyszłości dla siebie i dla swoich dzieci. Chciały wyzwolić się z mafijnej machiny, z której podobno nigdy nie wychodzi się żywym. Bo rodzina jest najważniejsza, dużo cenniejsza niż własne życie. Czy tym odważnym matkom udało im się wystąpić z szeregów ‘Ndrànghety?

Lea Garofalo, Giuseppina Pesca oraz Maria Concetta Cacciola postanowiły podjąć walkę, nie tylko z mafijnym systemem, ale także z własnymi rodzinami. Wiedziały, że ryzykują życiem, zdawały sobie sprawę, że sprzeciwiając się zasadom ‘Ndrànghety, odwracając się od mężów i ojców, mogą zginąć. A mimo to odważyły się zaryzykować i wstąpić do programu ochrony świadków. Nie była to łatwa decyzja. Mogły wybierać albo będą pod ścisłą kontrolą mężów i reszty rodziny, albo pod ciągłą obserwacją ochroniarzy i funkcjonariuszy policji. Problem w tym, że oba rozwiązania nie dotyczyły ich samych. Kobiety musiały dodatkowo podjąć decyzję za swoje, często jeszcze nieświadome, dzieci. A od tego postanowienia nie było żadnego odwrotu.

Alex Perry wykonał ogromną pracę, aby dotrzeć do świadków tych wydarzeń, do akt z procesów, do wycinków z prasy. Nie było to proste, tym bardziej że Ndràngheta to jedna z najbardziej tajemniczych organizacji mafijnych. Podczas zbierania dokumentacji do tej książki, zarówno autora, jak i współpracujących z nim rozmówców wielokrotnie zastraszano i próbowano za wszelką cenę wstrzymać publikację, ale nawet mafiozom się to nie udało.

Temat jest ciekawy i poruszający. Mimo że “Dobre Matki” to literatura faktu, czyta się ją jak dobrą powieść akcji. Ponadto, podczas lektury czytelnik otrzymuje dobrze nakreślony klimat ówczesnych Włoch, co jest dodatkowym atutem tej pozycji.

“Dobre matki” to nie tylko, oparta na faktach, opowieść o kobietach, które sprzeciwiły się mafii, to także obraz ówczesnego systemu sprawiedliwości. Jego zalet, ale i sporych ułomności, powodujących serię tragedii w walce z Ndrànghetą. Ignorancja władz była wręcz porażająca. To nie postawa bohaterek poruszyła mnie najbardziej, ale nieudolność osób, które miały im pomóc.

Jedna rzecz przeszkadzała mi w tej książce. Zbyt duży chaos. Miałam wrażenie, że historia Lei Garofalo, Giuseppiny Pesca oraz Marii Concetty Caccioli jest świetnie dopracowana pod kątem zebranych materiałów, ale zbyt mało przemyślana, jeśli chodzi o strukturę. Najpierw odbiorca dowiaduje się o pewnej rzeczy, później dzieje się coś innego, następnie powraca się do tego elementu, by na końcu jeszcze raz o nim przypomnieć. To tak, jakby jeden wątek opowiadać na cztery różne sposoby. W pewnym momencie było to nużące i budziło moją irytację.

Mimo tego niedociągnięcia i fabularnego rozgardiaszu książkę oceniam pozytywnie. Warto ją przeczytać, bo opisana w niej historia jest mocna i warta uwagi. Coś dla fanów “Ojca chrzestnego” i gangsterskich filmów.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak