Mutant — Andriej Butorin

Wyobraź sobie świat po zagładzie nuklearnej. Świat skażony tak bardzo, że na powierzchni mogą żyć jedynie istoty, które uległy poważnym mutacjom. Świat, w którym ludzie żywią się jedynie szczurami i grzybami. Świat, gdzie radiacja jest tak wysoka, że posiadanie dzieci jest surowo zabronione. W takim świecie rozgrywa się akcja „Mutanta” Andrieja Butorina.

Zdeformowany mężczyzna budzi się w lesie. Nie pamięta, kim jest, skąd pochodzi, ani jak się tam znalazł. Mutant nie ma jednak czasu na myślenie. Tuż po przebudzeniu musi bowiem wybawić z opałów dziewiętnastoletniego chłopaka, któremu ratuje życie przed dzikimi bestiami. Razem wyruszają w podróż, która ma pomóc mutantowi odkryć swoją tożsamość i trafić do miejsca, z którego przyszedł.

„Mutant” Andrieja Butorina to powieść z serii Uniwersum Metro 2033. Pomysłodawcą projektu był Dmitry Glukhovsky, który stworzył cykl popularnych książek postapokaliptycznych o moskiewskim metrze, gdzie przedstawił wizję życia po zagładzie nuklearnej. W jego wersji zdarzeń ocaleni kryją się przed radioaktywnym promieniowaniem i wszelkimi mutantami w nieczynnych tunelach. Autorzy z różnych państw postanowili kontynuować projekt Glukhovsky’ego, dopisując scenariusze, które mogłyby się wydarzyć w ich rodzimych miastach.

Oryginalność książki Butorina polega na tym, że jako pierwszy w roli głównej obsadził mutanta. Ciekawym zabiegiem było też wprowadzenie do historii baśniowych i ludowych elementów, dzięki czemu bohaterami stali się Dziadek Mróz, czy Baba Jaga.

Duże pokłony należą się także tłumaczowi. Bohaterowie bowiem mówią różnymi gwarami, a uratowany przez Gleba Pistolet totalnie przekręca słowa lub używa ich w nieodpowiednim kontekście. Takie tłumaczenie z języka rosyjskiego na język polski stanowiło zapewne nie lada wyzwanie. Niestety tutaj zalety tej powieści się kończą.

Dialogi, oprócz kilku zabawnych momentów wynikających z mutacji Pistoleta, są niedostosowane do wieku bohaterów, ich potencjalnych charakterów oraz sytuacji. Dwaj młodzi mężczyźni rozmawiają ze sobą, jak pierwszoklasiści z podstawówki i zamiast rzucić mięsem lub chociażby użyć mocniejszego słownictwa, traktują się jak dzieciaki. Przykład? Pistolet i Gleb zostali uwięzieni i związani, obok nich wybucha pożar, po czym Pistolet woła: „Oj! Pali się!”. Czy naprawdę tak reaguje dziewiętnastolatek w sytuacji skrajnego zagrożenia? Druga sytuacja. Napotkany Sasza wyraźnie kryje się z jakimś sekretem, który może mieć wpływ na losy bohaterów, po czym mutant Gleb podchodzi do niego i pyta: ”Czemu jesteś takim cudakiem i do nas nie dołączysz?”. Czy tak ze sobą rozmawiają mężczyźni? Nie sądzę!

Niestety nie wyczuwałam też klimatu charakterystycznego dla Uniwersum Metro 2033. Oprócz jednej wypalonej radiacją sosny, jednego dziwnego ptaka, stada owadów, no i oczywiście mutantów ludzi, zabrakło opisu świata po zagładzie, a w tego typu książkach najbardziej na to czekam.

W połowie powieści zaczyna się natomiast dziać coś zupełnie dziwnego. Staje się ona jeszcze bardziej infantylna, fabuła coraz mniej dopracowana, dialogi coraz bardziej drętwe i… siada totalnie korekta. Tak jakby pół książki było napisane średnio, a pół totalnie do kitu.

W „Mutancie” Butorina można dostrzec ciekawą, oryginalną koncepcję, ale moim zdaniem pomysł to nie wszystko, bo z wykonaniem poszło zdecydowanie gorzej.

Moja ocena: 3/10


Tytuł: Mutant
Autor: Andriej Butorin
Przekład: Paweł Podmiotko
Wydawnictwo: Insignis
Liczba stron: 398


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Insignis. 


Jeśli interesują Cię książki z Uniwersum Metro, przeczytaj także recenzję: Riese — Robert J. Szmidt