Smocza Wyspa – Matthew Reilly

smocza wyspaNa temat zagłady świata powstało już wiele książek, niektóre traktują o wybuchu atomowym, inne o broni biologicznej przemieniającej ludzi w zombie, jeszcze inne o katastrofie ekologicznej, ale spalenia atmosfery w wielkim stylu jeszcze nie było!

W krótkim czasie grupa ludzi dokonuje ataków terrorystycznych na szeroką skalę. Z dobrze strzeżonego więzienia w Chile zostaje uwolniona grupa niebezpiecznych przestępców. U wybrzeży Afryki ktoś porywa frachtowiec z ładunkiem broni na pokładzie. Z radarów znika odrzutowiec transportujący 9 mln euro. W Afganistanie zostaje skradziony sprzęt wojskowy wraz z kilkoma helikopterami. Do wszystkiego przyznaje się tajemnicza organizacja Armii Złodziei.

Prezydent Rosji dostaje komunikat od anarchistycznego przywódcy Armii Złodziei, który przebywa na Smoczej Wyspie w supertajnym radzieckim ośrodku badawczym. Amerykanie przechwytują zapis rozmowy, z którego wynika, że mężczyzna wraz ze swoją organizacją zamierza wykorzystać projekt Rosjan w celu spalenia atmosfery. Gdyby do tego doszło spłonęłaby większa część półkuli północnej, a piekielny ogień wyniszczyłby wszystko co na niej żyje. Ludzkość ma zaledwie kilka godzin, aby poradzić sobie z zagrożeniem zagłady. Rakiety dalekiego zasięgu są odbijane przez system antyrakietowy. Armię Złodziei trzeba rozbić od wewnątrz. Ratunkiem są dwie małe grupy składające się z żołnierzy i naukowców. Na czele jednej z nich stoi kapitan piechoty morskiej Shane Schofield nazywany Strachem na wróble. Czy uda mu się ocalić świat?

„Smocza Wyspa” Matthew’a Reilly’ego to książka, którą czytałam z zapartym tchem, otwartymi ustami, a strony przekładałam drżącymi rękami. Jest A-B-S-O-L-U-T-N-I-E niesamowita. Nie mogłam się od niej oderwać nawet na chwilę. Zawrotne tempo akcji, twardy unikalny bohater, ciekawa, sprawnie poprowadzona fabuła i Pomysł przez duże P, sprawiają, że ta pozycja trafi na samą górę listy moich ulubionych książek. Oczywiście „Smocza Wyspa” nie jest pozbawiona wad. Gdy główni bohaterowie raz giną, później ożywają, żeby znów zginąć, a później po raz kolejny wrócić do żywych, zaczyna się to robić dość przewidywalne. Niektóre sceny walki są nierealne i wyssane z palca niczym w hollywoodzkim filmie klasy B, ale te wady i tak nie przyćmiły mi zalet tej powieści.

smocza wyspaKsiążka Reilly’ego ma jeszcze jedną dużą zaletę – ilustracje. Dzięki nim możemy zrozumieć, gdzie bohaterowie się znajdują w danej chwili, albo jak mniej więcej działa urządzenie służące do spalenia atmosfery. Są one naprawdę dobrze wykonane i nadają dużej wartości powieści. Autor książki ma niesamowicie bogatą wyobraźnię. W szczegółach opisywał nie tylko przebieg skomplikowanej akcji, ale rodzaje broni, z której strzelano, samoloty, którymi latano i miejsca, w których walczono.  Biorąc pod uwagę ilość różnych wątków i działań przeprowadzonych na Smoczej Wyspie, jestem zaskoczona, że Reilly w niczym się nie pogubił. W jego książce nawet najmniejszy element miał rację bytu i był powiązany z wieloma innymi niezwykle istotnymi wątkami. „Smocza Wyspa” to pierwsza przeczytana przeze mnie książka tego autora, ale wiem, że napisał kilka innych i z ogromną chęcią po nie sięgnę. Mam nadzieję, że będą równie dobre.

Moja ocena 9/10

 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Panu Michałowi z serwisu Interia

interia (2)

interia360