Tajemne miasto – C.J. Daugherty, C. Rozenfeld

W moim życiu, od czasu do czasu, pojawiają się powieści, które nazywam “książkami drugiej szansy”. Gdy przeczytam pierwszy tom i nie przypadnie mi do gustu, niekiedy zmuszam się do zapoznania się z kolejną częścią, a wtedy okazuje się, że było warto oraz że ten następny tom był lepszy od poprzedniego. Tak miałam z pisarzami, których teraz uwielbiam Camilą Lackberg, Jo Nesbo czy Andrzejem Sapkowskim, tak miałam z powieściami Przemysława Piotrowskiego, a teraz trafiłam na “Tajemne Miasto” C.J. Daugherty oraz C. Rozenfeld – kolejną “książkę drugiej szansy”.

Sacha Winters i Taylor Montclair to para nastolatków, którzy muszą się zmierzyć z trudnym wyzwaniem. Na chłopaku ciąży klątwa rzucona przed wieloma laty na jego przodków przez czarownicę z rodu Taylor. Sacha ma umrzeć w dniu swoich osiemnastych urodzin, jak każdy pierworodny syn z jego rodziny. Tylko Taylor może tę klątwę zdjąć, jednak nie jest to łatwe zadanie. Oboje muszą pokonać siły zła, które próbują im to uniemożliwić. Wspiera ich tajemny zakon alchemików, który robi wszystko, aby przepowiednia czarownicy sprzed wieków się nie spełniła.

“Rozpaczliwie zależało mu na tym, żeby okazała się silna i mogła stawić czoło mrocznemu wyznawcy, Wściekało go, że nie jest w stanie sam się ocalić i potrzebuje jej do tego. Obarczanie jej taką odpowiedzialnością było niesprawiedliwe. W końcu znali się dopiero od kilku tygodni, a teraz musiała uratować mu życie”*.

“Tajemne Miasto” to kontynuacja “Tajemnego Ognia”. Wprawdzie książka miała jeszcze sporo niedociągnięć oraz stylistycznych potworków, ale pod kątem fabuły oraz budowania napięcia była zdecydowanie lepsza niż w przypadku pierwszego tomu. Przede wszystkim akcja jest bardziej dopracowana, a opisy rozbudowane, w taki sposób, że pobudzają fantazję czytelnika. Mamy tu znacznie więcej magii niż w “Tajemnym Mieście”, ciekawszy wątek oraz bardzo dobrze rozegrane zakończenie.

Czytając tę powieść zauważyłam wiele inspiracji Harrym Potterem: głowni bohaterowie czytają księgi w starej szkole naszpikowanej magią; walczą z przeciwnikiem, który ma pewne powiązania z tą szkołą; czarna magia i potwory są wszędzie wokół; bohaterka przez książkę wchodzi do innego świata i rozmawia z demonem; a przeciętni ludzie nie wiedzą o istnieniu magii oraz zmaganiach bohaterów w walce o dobro. To tylko niektóre z podobieństw, które dostrzegłam.

Styl niestety bardzo odbiega od książek o Harrym Potterze i autorki muszą nad nim bardziej popracować. Możemy bowiem spotkać idiotycznie wysokiego człowieka (czyli jaki to wzrost?), wąsy rosnące nad górną wargą (a gdzieżby indziej?), zmęczone upałem flagi (???), niegodziwe uśmiechanie się (a jakie to jest godziwe uśmiechanie się?), nerwowe odetchnięcie (o oddechu słyszałam, o odetchnięciu nerwowym nie), sztywne plecy wskazujące na niepokój (???), miny tępego zaskoczenia, które wyrażają zachwyt (brawurowa mimika potworów) oraz bardzo stare oczy, starsze niż nastolatka (chodzi o starzenie się siatkówki?).

Akcja była znacznie ciekawsza niż w pierwszym tomie i, mimo kulejącego jeszcze stylu autorek, oceniam książkę pozytywnie, bowiem poczułam dreszczyk emocji oraz w napięciu śledziłam losy bohaterów do samego końca. Widać postęp we współpracy C.J. Daugherty, C. Rozenfeld, co przejawia się bardziej zwartą akcją, rozbudowanymi opisami oraz lepszym wyeksponowaniem charakterów przedstawionych postaci.

* C.J. Daugherty, C. Rozenfeld, Tajemne miasto, MoonDrive, Kraków 2016 r. str. 23

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Otwarte