„Weszłam do wąskiego przedpokoju z dreszczem emocji, jaki zawsze czuję przed rozmową z nieznajomym człowiekiem. Ten człowiek miał kasztanową trwałą ondulację i tłuczek w dłoni, powiódł mnie po poliestrowym chodniku w pijane kwadraty i trójkąty Picassa, pomiędzy którymi nagłe linie biegły na oślep, w wielkiej rozpaczy. Ten wzór musiał zaprojektować ktoś naprawdę wyprowadzony z równowagi,